Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X

07.10.2015

„Hopeless” Colleen Hoover

„Czasem możesz wybierać tylko spośród samych złych opcji. Musisz zdecydować, która z nich jest najmniej zła.”



Poznajcie Sky, dziewczynę, która nie potrafi doznawać prawdziwych uczuć, nie wie co to miłość, a motyle w brzuchu są dla niej zjawiskiem obcym - do czasu, gdy jej wzrok krzyżuje się z tajemniczym Deanem Holderem. Emocje spływają na Sky kaskadą, a jej ciało buntuje się przeciw racjonalnemu myśleniu. Wkrótce jednak dotyk Holdera zaczyna budzić w dziewczynie coś więcej niż nowe, nieznane dotąd odczucia - w pamięci otwierają się szuflady, które nigdy nie powinny zostać otwarte i na wierzch wychodzą wspomnienia burzące dotychczasowy spokój Sky. Jak bardzo kropla prawdy wśród morza kłamstw okaże się Beznadziejna?

Wydaje mi się, że to moje pierwsze spotkanie z gatunkiem New Adult - gatunkiem dość kontrowersyjnym, bo z definicji zupełnie nie odzwierciedlającym moich literackich upodobań. I cóż mogę na wstępie powiedzieć? Z pewnością nie jest beznadziejnie, choć nie mogę przyznać, by zmieniło to coś w moim życiu. Ale zacznijmy od początku.

Miałam nieco wygórowane oczekiwania względem Colleen Hoover, aktualnie królującej w całym internecie jako autorka, której nie sposób pokochać, a także zmylona zostałam wysoką oceną na lubimyczytac (taką samą, jak Roku 1984, który to jest przecież dziełem genialnym!). Tymczasem przez pierwszą połowę książki utrzymywało się we mnie pragnienie rzucenia nią o ścianę, podarcia każdej kolejnej kartki i uczynienie z nich wszystkich obfitego confetti. Kroplą, która przelała czarę goryczy, było kilka pierwszych stron pełnych opinii blogerów, którzy wychwalali Hopeless pod niebiosa, a ja miałam wrażenie, że czytam kioskowego harlequina. Jedyne, co mnie trzymało przy lekturze, to niesamowicie lekkie pióro autorki i przerażający fakt, że choć fabuła wywołuje u mnie estetyczny wstręt, to - o zgrozo! - nie sposób się od niej oderwać. Tym sposobem udało mi się przetrzymać część typowego romansu i przejść do drugiej połowy historii - gdy nagle całą sielankę przerywają pierwsze oznaki pękającej sieci kłamstw. Akcja rusza z kopyta, na tapetę idą coraz poważniejsze tematy, aż w końcu napięcie sięga zenitu i... Zamknęłam książkę i wzruszyłam ramionami. Przeze mnie przelewała się fala sprzecznych uczuć - z jednej strony dobrze mi się tę historię czytało, zwłaszcza, gdy nie okazała się być tak płytką, jak z początku mi się wydawało, ale z drugiej, nie doznałam obiecanych przez recenzentów z początku książki palpitacji serca, nie płakałam ze smutku, nie czułam... nic. Pomijając wątek romantyczny, intryga była interesująca, ale przewidywalna, a poruszone kontrowersyjne kwestie nie wywołały w mojej duszy wielkiego bum. Zapewne dla młodzieży, do której ta pozycja jest kierowana, mogłoby być to coś mocniejszego, co dałoby do myślenia i zmusiło do refleksji. Dla mnie, zdeprawowanej chociażby twórczością poważniejszych pisarzy, takie rzeczy nie robią już zamierzonego wrażenia.

Nie sposób nie wspomnieć kilkoma słowami o bohaterach powieści. Dosłownie kilkoma, bo nie ma tu wiele do powiedzenia. Każdy z nich, każdy, był nadzwyczaj sztampowy i niewiarygodnie przewidywalny. Nie spotkałam w tej książce żadnego indywiduum wybijającego się ponad schemat, wszyscy doskonale prezentowali swoje narzucone z góry role i ani na moment nie próbowali wydostać się poza narzucone im ramy. Nie mówiąc już o tym, że ich zachowanie często było sztuczne i teatralne, niemające większego odzwierciedlenia w rzeczywistości. Mdlejąca i zapłakana z byle powodu Sky (gdyby narrator nie dodawał tego, że bohaterka była we łzach, w życiu po opisie czy zachowaniu dziewczyny bym o tym nie pomyślała), czy chociażby Holder robiący wgłębienia we wszystkim, w co w złości uderzy, by zaraz potem jego zachowanie móc porównać z mężczyzną w sile wieku z ogromnym bagażem doświadczeń. Z jednej strony chcą być dorośli, a z drugiej ich działania napędzają hormony.

Jak już wspominałam, książkę czyta się przyjemnie i historia niezaprzeczalnie wciąga. Nie da się jednak ukryć, że styl pozostawia wiele do życzenia i gdybym tylko miała możliwość, sięgnęłabym po wersję angielską, co też polecam - z jednej strony dlatego, że zapewne będzie to lektura dość prosta, co może mieć znaczenie zwłaszcza dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z czytaniem książek anglojęzycznych, a z drugiej, co prawda nie mam porównania, ale tłumaczenie nie wydało mi się majstersztykiem.

Podsumowując, jest to pozycja, dla osób, które gatunek New Adult znają i jeśli nie kochają, to przynajmniej tolerują. Osób żądnych lektury lekkiej i przyjemnej, przy której bez trudu można zarwać noc. Osób, które nie są wielce wymagające i w szczególności - dla osób młodszych, które może uderzyć gorzka rzeczywistość współczesnego świata i zmusi tym samym do refleksji nad własnym życiem; że tak naprawdę nasza codzienność jest czymś wyjątkowym i wartym celebrowania.

Moja ocena: ★★★★☆☆☆☆☆☆

Książka przeczytania w ramach Mini Maratonu październikowego.

komentarze

  1. Mnie się bardzo podobała. Może to kwestia tego, ze takich książek nie czytasz na co dzień. Ale w porównaniu do innych książek tego typu to niestety nie zgodzę z przewidywalnością bohaterów i tego, że byli irytujący. "Kochając pana Danielsa" - to jest dopiero przesłodzona historyjka miłosna i dodatkowo denerwująca.

    Ale cóż, każdy ma inne gusta. Pozdrawiam Cię serdecznie!
    Insane z Przy gorącej herbacie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście nie miałam tej przyjemności ze wspomnianą przez Ciebie książką i raczej nie będę. ;) A co do bohaterów Hopeless... może i są postaci znacznie bardziej irytujące, jednak te wpisują się w schemat mimo wszystko, niczym mnie nie zaskoczyły.
      Dziękuję za opinię i pozdrawiam również!

      Usuń
  2. Czytalam Hopeless, gdy mialam 16 lat i mimo iz nie jest to moim zdaiem jakis strasznie mlody wiek to szalenie mi sie spodobala ta historia i zarwalam przy niej noc. Ale to byc moze kwestia tego, ze ja po prostu uwielbiam takie ksiazkie? :p Bo zgadzam sie z Toba, ze ta akurat ksiazka i ogolnie gatunek New Adult trafi bardziej i mocniej podziala na mlodsze nastolatki :)
    Pozdrawiam
    secretsofbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Im więcej zachwytów, tym wyższe oczekiwania wobec książki. ;) Mnie Hoover oczarowała, bo książka nie musi być mocno skomplikowana, by mnie poruszyć. Wczuwam się w opowieść i daję się jej ponieść. :)
    Co do ocen, to nie dalej, jak wczoraj, nad tym rozmyślałam. Zdarza mi się podobnie ocenić np. jakąś książkę młodzieżową i np. jakieś dzieło klasyczne. Nie oznacza to jednak, że nie dostrzegam między nimi różnicy. Po prostu oceniam tę konkretną książkę i gatunek, jaki sobą prezentuje, a nie jej miejsce w literaturze ogólnie. Pewnie podobnie robi wiele osób i stąd najpewjiej biorą się podobne oceny np. Hopeless i Roku 1984. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie czytałam jeszcze tej książki, ale mam ją w planach. I pomimo twojej czwórki z książką chciałabym się zapoznać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeszcze nie czytałam, ale okładka tej książki jak dla mnie jest wspaniała i na pewno przyciąga wzrok. Słyszałam o niej mieszane opinie, dlatego chyba po nią jeszcze nie sięgnęłam. Im więcej zachwytów, tym mam wyższe wymagania i dlatego nie śpieszy mi się do jej przeczytania...

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie podobała mi się. Przede wszystkim dlatego, że wcześniej przeczytałam "Morze spokoju" (które za to uwielbiam). Następnie sięgnęłam po "Hopeless" i od razu zauważyłam szereg podobieństw, co mnie zirytowało. Przez to odrzuciłam tą pozycję i jej nie dokończyłam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jej, pierwsze nie zachwytowa recenzja Hopeless... Dzięki ci! Bo już powoli rzygam tymi recenzjami z ochami i achami nt. tych książek, których tematyka po prostu mnie zniechęca :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, w takim razie witam w klubie tych, którym jedzenie cofa się do gardła na widok przecudnej urody bestsellerów wychwalanych przez wszystkich dokoła. :D

      Usuń
  8. Od tak dawno o niej słyszę, od dawno bardzo mnie do niej ciągnie, ale nie mogę jej upolować :/

    Pozdrawiam,
    http://miedzypolkami-ksiazki.blogspot.com/2015/10/szklany-tron.html

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam ją rok temu i przyznam się, że mi się spodobała, chociaż początek był ciężki i strasznie zniesmaczyła mnie jedna sytuacja. Miałam już dość sporo do czynienia z tym gatunkiem i uważam że jak na niego ta książka jest całkiem niezła. Lubię Dean'a i może to zawyża moją ocenę :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A można wiedzieć, jaka sytuacja Cię wyjątkowo zniesmaczyła? (Wiem, wiem, za ciekawość to już mam dawno zagwarantowane miejsce w piekle.) :P

      Usuń
    2. Ta śmierć ojca no bo wtf co to było i jeszcze po tym poszli do łóżka. Coś nie halo XD Dobrze, że Maybe Someday i Confess (teraz czytam) jest już lepiej "ogarnięte" :D Szczerze to no mam słabość do męskich postaci pani Hoover ;p

      Usuń
    3. Haha, no tak, rzeczywiście! xD
      A ja nie wiem, czy po inne książki Hoover sięgnąć, może lepiej nie. :P

      Usuń
  10. Od jakiegoś czasu się zastanawiam, co ludzie widzą w tej książce. Od początku ani trochę mnie nie zachęcała. Ani to nie do końca mój gatunek, ani tematyka. No cóż. Na "Hopeless", raczej się nie zdecyduję, nawet mimo wielu mega pozytywnych opinii na blogach. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to dobrze, że masz taki sam gust literacki jak ja, moja Ty kochana! ;P

      Usuń
  11. Serio ma taką samą ocenę jak "Rok 1984"?! To jakieś jaja :D
    Książki nie czytałam, gatunek raczej nie mój, ale po wielu pozytywnych recenzjach mam zamiar dać jej szansę. Teraz jednak wiem że nie powinnam nastawiać się na jakieś arcydzieło tylko zwykły romans dla młodzieży. Dzięki za recenzję :)
    Pozdrawiam,
    http://magiel-kulturalny.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie... ;__;
      Myślę, że i dla mnie byłoby znacznie łatwiej, gdybym się nie nastawiła po tylu pozytywnych opiniach i zapewnieniach, że ta książka zmieni moje życie, ech.

      Usuń
  12. Dlatego ja zawsze podchodzę dosyć sceptycznie nastawiona do tych wszystkich wychwalanych pod niebiosa książek. Ostatnio moja koleżanka stwierdziła, że mi zazwyczaj nie podobają się te popularne książki xD

    Co do recenzji - zgadzam się w 100%. Od Hopeless zdecydowanie bardziej podobało mi się Maybe Someday tej autorki.

    OdpowiedzUsuń
  13. Nigdy nie przekonam się do Colleen Hoover. Nie przeczytałam może żadnej z jej książek, ale jakoś ta autorka mnie odrzuca, nie wiem dlaczego, chociaż lubię książlo z gatunku New Adult. Może kiedyś się do niej przekonam i po coś sięgnę, bo jestem namawiana na Maybe Someday, ale szczerze nie wiem. Po przeczytaniu Twojej recenzji wciąż jestem jakoś jakoś sceptycznie nastawiona. :D
    Desia :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Faktycznie trudno w blogosferze o negatywną recenzję tej książki. Właściwie Twoja nie jest do końca negatywna, wskazujesz po prostu jej słabe strony, które zwróciły Twoją uwagę. Cóż, ja nie jestem zbyt wymagającym czytelnikiem i prawdę powiedziawszy, co może być równe z ignorancją, niespecjalnie się przejmuję, czy tytuł, po który sięgam, to wysoka literatura, klasyka ceniona przez krytyków, czy też zwykła, odmóżdżająca młodzieżówka. Wszystko dlatego, że nie zamykam się praktycznie na żaden gatunek, bo po trochu każdego z nich potrzebuję. Z Colleen Hoover nie miałam jeszcze styczności, ale "Hopeless" i inne twory tej pani mam w planach. Przeczuwam, że mi się spodobają, bo jak już wspomniałam, mój gust nie jest zbyt wygórowany. Ale naprawdę przyjemnie było przeczytać opinię kogoś, kto nie był wpatrzony w ten tytuł jak w obrazek i trzeźwo ocenił go jako literacką całość :D
    Pozdrawiam,
    rude-pioro.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Czytałam tą książkę dosyć niedawno i bardzo podobała mi się ta tematyka, jednak w pewnych momentach książka wydawała mi się bardzo przewidywalna. Bardziej chyba podobało mi się Losing Hope mimo tego że te ksiażki prawie niczym się nie różnią, tylko tym że jedna pisana jest z perspektywy Sky a druga Holdera.

    http://krainaksiazek0.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. Ooo, w końcu spotkałam się z pierwszą negatywną opinią na temat tej książki :) Co i tak nie zmienia tego, że spróbuję ją przeczytać :)
    Pozdrawiam
    Tutti
    MÓJ BLOG

    OdpowiedzUsuń
  17. Obawiam się też sztuczności i teatralności bohaterów. Chyba sobie podaruję tę pozycję...

    OdpowiedzUsuń
  18. Wciąż się waham, czy sięgnąć po tę książkę... Kiedyś ściągnęła na siebie moje zainteresowanie, jednak różne opinie wywoływały u mnie mieszane uczucia. Dzięki za tę recenzję, bo chyba nie mam ochoty teraz na taki kioskowy romans, mimo, że stanowi on jedynie część tej książki :P.

    OdpowiedzUsuń
  19. Jedyną częścią dla mnie trudną do "przebrnięcia " w tej książce były te sceny całowania - bo moim zdaniem było ich za wiele. I może przez to, nie wiem czy sięgnę po kolejną powieść tej autorki :)

    OdpowiedzUsuń