06.09.2017

Duchowe życie zwierząt || Peter Wohlleben

Czasem spacerujemy po lesie, uciekając od wielkomiejskiego szumu, szarych budynków, anonimowych tłumów, dymu i spalin, by pooddychać świeżym powietrzem, pobyć choć na chwilę na łonie natury w ciszy i samotności. I takie też mamy przekonanie: że przebywamy w ciszy i samotności. Tymczasem jest zupełnie odwrotnie, otacza nas nie mniejsza gama dźwięków, chociaż zdecydowanie bardziej subtelna, nie brakuje również schowanego wśród liści życia. Śpiew ptaków, trzask gałązki pod sarnim kopytkiem, dzik ryjący w ziemi - zwierzęta są wszędzie, nawet jeśli ich nie dostrzegamy. Zachwycamy się skaczącymi w koronach wiewiórkami, które bez chwili namysłu moglibyśmy określić mianem najsłodszych leśnych zwierzaków, odganiamy od siebie natrętne owady, obserwujemy z ukrycia pasące się jelenie. Czy jednak ktokolwiek zastanawia się podczas takich leśnych wypraw, co naprawdę czują te wszystkie otaczające nas stworzenia?


Na pewno takiej refleksji poddał się autor Duchowego życia zwierząt, do której to książki początkowo można podejść z lekkim dystansem. Bo jak to, takie dzikie zwierzęta mogą mieć duszę? Czy to nie bardziej myślenie życzeniowe oprószone garstką ładnie opakowanych bredni? A tak w ogóle to halo, w żaden sposób nie udowodniono właściwie, by to choćby człowiek miał duszę, co tu jeszcze mówić o zwierzętach? Wystarczy jednak zatopić się w lekturze, by zrozumieć, że to zupełnie nie to, co mogłoby przychodzić nam na myśl - ale próba ukazania nam, że nie warto oceniać świata zwierząt po pozorach, że nawet najdrobniejsza mysz ma zdolność logicznego myślenia i odczuwania fizycznego bólu.

To właśnie jest tematem książki Wohllebena, niemieckiego leśnika: udowadnianie, że nie jesteśmy jedynym gatunkiem, który może odczuwać radość, wstyd czy strach, nie jedyni w świecie przyrody możemy mieć sny, nie tylko my potrafimy być sprytni i oszukiwać siebie nawzajem. To wszystko jest wokół nas - dziki będące w stanie przepłynąć jezioro w strachu przed myśliwym czy sroki udające, że zakopują żołędzie, by inne stworzenia nie poznały prawdziwej kryjówki. Autor nie waha się również przed obdarciem zwierząt z ich uroczej otoczki. Okazuje się, że kochane przez wszystkich rude wiewiórki są też bezwzględnymi mordercami gustującymi w pisklętach, wychowany przez człowieka jelonek może za jakiś czas z zimną krwią zaatakować swojego opiekuna, a klatkowe gryzonie, jak króliki, lubują się we własnych fekaliach (warto dwa razy się zastanowić przed pocałowaniem swojego zwierzaka). Nie brak także nagiej prawdy, przed którą tak namiętnie lubimy uciekać - czyli czym naprawdę są świnie, które trafiają na nasz talerz. Bo przecież tak często zapominamy, jak inteligentne i towarzyskie są te stworzenia, zamykamy oczy na warunki, w jakich są hodowane.

Niekiedy jednak podczas lektury pojawiał się lekki niesmak, bo czy faktycznie odmawiamy zwierzętom prawa do odczuwania strachu czy bólu? Można odnieść wrażenie, że autor miejscami ma nas za ignorantów, przedstawiając mnóstwo, przynajmniej według mnie, oczywistości, z których nie wierzę, że ktoś mógłby nie zdawać sobie sprawy. Wohlleben nie stroni też od przedstawiania teorii dyktowanych mu przez jego własne obserwacje, niemające jednak nic wspólnego z badaniami naukowymi. Przedstawia królika, który zadrapał do krwi uszy pozostałych pobratymców jako przykład zachowania, które w świecie zwierząt mogłoby uchodzić za moralnie złe, spekulując, że może to mieć związek z domniemaną traumą z dzieciństwa - mnie to nie do końca przekonuje.

Nie można mimo wszystko odmówić książce lekkości. Czyta się ją błyskawicznie i niewiarygodnie przyjemnie, wszelkie biologiczne informacje czy ciekawostki przedstawione są w naprawdę przystępny dla czytelnika sposób, nie ma co się obawiać naukowego bełkotu. Nie jest to też pozycja obszerna, spokojnie można pochłonąć ją w jeden, dwa wieczory, dlatego sądzę, że warto się z nią zapoznać - by mieć świadomość, co w trawie piszczy. A i przy kolejnej leśnej wyprawie nieco inaczej spojrzymy na otaczającą nas przyrodę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz